Dziś jest niedziela, 15 grudzień 2019 r.
Energoelektronika.pl na stronach Facebook REKLAMA MAPA SERWISU KONTAKT
Strona główna Załóż konto Artykuły branżowe Katalog firm Seminaria FAQ Kalendarium Słownik Oferta
Wyszukaj
1USD 3.8234 -0.7% 1EUR 4.2747 -0.23% 1GBP 5.1292 +1.06%
Zaloguj się
Login (adres e-mail):
Haslo:
  Rejestracja
  Zapomniałem hasła
Reklama

Aktualności
Produkcja w Polsce w kontekście Czwartej Rewolucji Przemysłowej
więcej
Cykl szkoleń z zakresu programowania sterowników SIMATIC S7-300, S7-1200
więcej
Seminarium utrzynia ruchu - Wałbrzych 2019
więcej
Przed nami 32. edycja targów ENERGETAB 2019
więcej

Zobacz archiwum

Kalendarium
Newsletter
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o wydarzeniach w branży.
Podaj e-mail do subskrypcji:


Aktualności

Najnowocześniejsza w dziejach stacja polarna

22 lipiec 2005.

Zobacz powi?kszenie
 
Stację można podzielić na kilka niezależnych części stojących w pewnej odległości od siebie albo też z całego kompleksu wydzielić ministację do prowadzenia nietypowych badań. Moduły na podpiętych płozach zostaną przesunięte po lodzie wraz z naukowcami
Fot. Faber Maunsell

Zobacz powi?kszenie
Przekrój modułu stacji
Rys. Graphic News

Stacja polarna "Halley VI" będzie przypominała dżdżownicę lub pociąg na płozach. Wielka Brytania zbuduje ją w ciągu dwóch lat na Antarktydzie. Koszt inwestycji - 20 mln funtów.

Obecna brytyjska stacja na Antarktydzie wraz z lodem przesunęła się w kierunku morza, stoi na coraz bardziej kruchym lądzie i wkrótce czeka ją rozbiórka. Dlatego w zeszłym roku Brytyjska Służba Antarktyczna (BAS) zatrudniająca kilkuset naukowców ogłosiła konkurs na projekt nowej siedziby. Napłynęło ok. 90 prac z całego świata, trzy trafiły do finałowej rozgrywki. Przedwczoraj zaś ogłoszono, że ostatecznie wygrały dwa brytyjskie biura architektoniczne Faber Maunsell i Hugh Broughton.

Jak gąsienica na lodzie

Zgodnie ze zwycięskim projektem stacja "Halley VI" ma się składać z kilkunastu modułów ustawionych na szczudłowatych stalowych nogach, pod które doczepione zostaną olbrzymie płozy. Dzięki temu segmenty można będzie niczym sanki przesuwać po lodzie i łączyć łatwo w dowolne konfiguracje. Z oddali stacja będzie przypominała wielką gąsienicę. Moduły nie będą miały własnego napędu, ale w razie potrzeby mogły być zaciągnięte w nowe miejsce przez ciągnik.

Pierwsza w dziejach ruchoma stacja polarna to nie widzimisię szefów BAS, lecz konieczność. Lodowiec Szelfowy Brunt, na którym zostanie ustawiona, choć ma grubość 150-200 m, jest bardzo niestabilny. Po pierwsze dlatego, że unosi się na powierzchni Morza Weddella, a po drugie, ponieważ powoli (w tempie 400 metrów na rok) przesuwa się ku północy, gdzie pęka, dzieląc się na góry lodowe. Dlatego nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się może zdarzyć w ciągu 20 lat funkcjonowania stacji (tyle czasu - według założeń - ma służyć naukowcom, potem zostanie zastąpiona przez kolejną). Jeśli na przykład okaże się, że ląd z powodu globalnego ocieplenia znika lub wędruje szybciej, niż się spodziewano, albo że pod stacją powstaje głęboka rysa, która wróży rychły rozpad lodu na dwie części, wtedy cała baza może być łatwo w ciągu kilku tygodni przeciągnięta na płozach w bezpieczniejsze miejsce.

Polarna oranąeria i czyste szambo

Na co dzień stacja będzie - według zamysłu architektów - tworzyć całość skupioną wokół największego modułu centralnego, ważącego 120 ton i podzielonego na dwa piętra. Tam umieszczono jadalnię, kuchnię, bibliotekę, siłownię, gabinet lekarski, pokoje wypoczynkowe, sale konferencyjne, biura. Tam również znajdować się będzie centrum dowodzenia.

Każdy z członów tej gigantycznej dżdżownicy może jednak - jeśli zajdzie taka potrzeba - funkcjonować samodzielnie, ma niezależne systemy rozprowadzania ciepła i wody, pokoje do spania, laboratoria, sież komputerowż i centralkę do łączności z bazą. Musi być tylko podłączony do jednego z niewielkich modułów technicznych, na których znajdą się m.in. generatory prądu, a także szamba gromadzące ścieki i częściowo je oczyszczające.

Przeznaczenie poszczególnych członów nie zostało z góry przesądzone. Dzięki temu mogą spełniać różne role. Stacja będzie się więc czasem zamieniała w wielkie laboratorium badawcze, innym zaś razem stawała hotelikiem zdolnym do przyjęcia ekspedycji złożonej nawet z kilkudziesięciu osób. Szczególnie latem można się spodziewać najazdu gości. Wtedy "Halley VI" przekształcać się będzie w sypialnię dla sezonowych badaczy, głównie biologów prowadzących obserwacje antarktycznej przyrody. Na zimę ekipa stacji skurczy się do 16 osób - głównie meteorologów i fizyków atmosfery oraz pracowników obsługi technicznej.

To jedna z najbardziej izolowanych siedzib ludzkich w jednym z najmniej gścinnych rejonów Ziemi. Przypomina trochę stację kosmiczną, warunki egzystencji są zresztą podobne jak na orbicie. Zimą wichury regularnie osiągają prędkość 120 km na godzinę, średnia temperatura dobowa nigdy nie wzrasta powyżej zera stopni Celsjusza, mróz ustępuje tu tylko latem na kilka godzin w środku dnia. Noc polarna trwa ponad sto dni, o depresję więc nietrudno. - Aby ludzie mimo wszystko czuli się tu jak w domu, zaprojektowaliśmy pokój do światłoterapii oraz małą oranżerię. Zieleń i światło mogą być znakomitymi lekarstwami na podły nastrój - mówi prof. Chris Rapley, dyrektor BAS.

Budowa bez placu budowy

Brytyjczycy po raz pierwszy pojawili się na Lodowcu Szelfowym Brunt w styczniu 1956 roku w ramach Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Założyli tu niewielką stację nazwaną imieniem astronoma Edmonda Halleya. Po kilkunastu latach została ona zasypana przez śnieg, więc na jej miejsce zbudowali kolejną. Taka sytuacja powtarzała się czterokrotnie. W tej chwili na pływającym lodzie unosi się stacja numer V działająca od 1992 r., ale lód pod nią zaczyna się już kruszyć i według glacjologów pęknie w ciągu kilku lat. Dlatego trzeba będzie ją rozebrać.

Jej supernowoczesna następczyni ma zostać zbudowana na początku 2007 roku, podczas krótkiego antarktycznego lata. Na postawienie "polarnej gąsienicy" budowniczowie będą mieli tylko dwa miesiące. - To żaden problem - deklaruje Rapley. - Do tego czasu wszystkie elementy nowej bazy zostaną już wyprodukowane w Wielkiej Brytanii. Trzeba je będzie tylko dowieźć na miejsce i zmontować. Na Antarktydzie nie zamierzamy wykonyważ żadnych poważniejszych prac budowlanych. Do minimum ograniczamy ingerencję człowieka w to pierwotne środowisko. Za mniej więcej 20 lat, kiedy żywot bazy dobiegnie końca, zabierzemy wszystko ze sobą, tak że nie pozostanie żaden ślad. My, ludzie, jesteśmy tu tylko gośćmi.


Źródło: antarctica
O nas  ::  Regulamin  ::  Polityka prywatności (Cookies)  ::  Reklama  ::  Mapa stron  ::  FAQ  ::  Kontakt
Ciekawe linki: www.klimatyzacja.pl  |  www.strony.energoelektronika.pl  |  promienniki podczerwieni
Copyright © Energoelektronika.pl